KontaktEnglish/Deutsch
GłównaO MuzeumAktualnościWystawy OfertaWokół tradycjiWokół historiiImprezyGaleriaArchiwumPartnerzyAkademia Pana Jana.Witamy w naszej bajce.
Obrzędy wiosenne
Obrzędy letnie
Obrzędy jesienne
Obrzędy zimowe
Kuferek ciekawostek


NIEDZIELA PALMOWA

Zwyczaj święcenia palm w kościołach w niedzielę poprzedzającą Wielkanoc- na pamiątkę triumfalnego wjazdu Chrystusa do Jerozolimy- jest w Polsce potwierdzony źródłowo od XVI w., jako powszechnie praktykowany.



Już te najstarsze przekazy źródłowe donoszą o wierzeniach i związanych z nimi działaniach, świadczących o przypisywaniu palmom mocy podobnej do tych, które właściwie były innym rodzajom wiosennego drzewka. Wiele z tych zwyczajów przetrwało w niemal nie zmienionej postaci w kulturze ludowej do XX w., jak np. uderzanie się palmami czy bicie nimi bydła dla zapewnienia zdrowia, a także zakopywanie kawałków palm w skibach pola, by zagwarantować urodzaj.

Piękny zwyczaj kurpiowski zachowany do dziś w parafii Łyse nakazuje wykonywać wielkie smukłe palmy tylko w imieniu dzieci, by rosły jak one wysokie i proste. Palmę taka dochodzącą do 4-5 metrów wysokości wykonuje się z pręta leszczyny lub młodej sosny, oplatając go roślinnością leśną: borowiną, jałowcem, widłakiem ,bukszpanem, cisem. Ozdabiają ja kwiaty z kolorowego papieru a także bibułowe wstążki.W 1963 roku podjęto tu inicjatywę organizowania konkursów na najładniejsza palmę.Konkurs z biegiem lat objął cały region Puszczy Zielonej a sam przegląd przerodził się w dużą imprezę folklorystyczną. Warto wybrać się w Niedziele Palmową do wsi Lyse w woj. Ostrołęckim, aby obejrzeć cudownie barwną uroczystość kościelną wraz z procesją i podsumowaniem konkursu.

Od kilku lat Muzeum Regionalne w Iłży wspólnie z MGBP i TOiPZg w Iłży organizuje wśród dzieci i młodzież szkolnej konkurs na najpiękniejszą palmę z naszego regionu, a można je obejrzeć w Niedziele Palmową w naszym kościele .


Większość polskich palm to niewielkie wiązanki z kwitnących gałązek wierzbowych, z dodatkiem kwiatu trzciny wodnej i czegoś zielonego- barwinku, widłaku, sosny itp., a czasem także sztucznych kwiatów.
Tylko na południu, na zachodnim Podkarpaciu oraz północno- wschodnim Mazowszu- na Kurpiach- występują palmy szczególnie duże i ozdobne. W okolicach Myślenic, Nowego Targu i Nowego Sącza wysokie palmy robią młodzi mężczyźni, starając się prześcignąć jeden drugiego wymiarem swego dzieła. Najdłuższe z palm sięgają tęczy w prezbiterium lub w ogóle nie mieszczą się w niskim wiejskim kościele. Trzon konstrukcyjny takiej dużej palmy to pęk długich prętów wierzbowych, które owija się wierzbową witką albo rzemieniem i zdobi papierowymi kokardkami bądź kwiatkami z kolorowej bibuły, zielonym mchem, barwnikiem. Wierzchołek palmy stanowi pęk trzciny ze wstążkami. Podobne nieco do tych południa Polski są palmy kurpiowskie; splatano je na szkielecie młodej sosny bądź jałowca i w XIX w. zdobiono zielonymi roślinami leśnymi, współcześnie zaś dodaje się do nich coraz więcej ozdób z barwnej bibuły i świecidełek.

Interesującym zjawiskiem jest w ostatnich dziesięcioleciach rozpowszechnianie się w całym kraju- przede wszystkim jednak w dużych miastach- tzw. Palm wileńskich. Palemki te, mają 40-50 cm długości, wykonywane są zsuszonych i częściowo podbarwianych kwiatów, traw i mchu, układanych wokół pręta w geometryczne, bardzo misterne nieraz wzory, przypominające nieco ornament hafciarki. Ten typ palmy wywodzi się z Wilna i jego okolic, a do Polski centralnej i zachodniej został przeniesiony przez repatriantki z tamtych terenów.
Wobec ogromnego powodzenia tych palm zaczęły je naśladować kobiety z innych regionów. Propagowała je również Cepelia, ale żywiołowy rozwój wytwórczości palm znacznie przekroczył jej inicjatywę.




O ZWYCZAJU IŁŻECKIEGO BARABANIENIA

W obrzędowości Wielkiego Tygodnia i Wielkanocy odnajdujemy wiele zakazów świadczących o przekonaniu, że w zagrodzie i domu przebywają dusze zmarłych między innymi wystrzegano się hałasu. Jest to czas rozpamiętywania Męki Pańskiej.

W noc z Wielkiej soboty na Niedzielę Wielkanocną odgłosy bicia w bębny czy dzwony oznajmiają koniec postu i zmartwychwstanie Pana. Nikt jednak nie robi tego tak jak barabaniarze z Iłży.
Kultywowany przez nich zwyczaj jest jedyny w swoim rodzaju. Używany do tego bęben to instrument historyczny. Baraban iłżecki pochodzi z XVII wieku, dokładna data powstania bębna nie jest znana . Zatarte we wnętrzu instrumentu liczby wskazują 1638 r lub 1683 r nie jest jednak pewne czy jest to data jego wykonania. Bęben zrobiono z blachy miedzianej ma średnicę metra i wysokość pięćdziesięciu centymetrów. Obciągnięty jest wyprawiona skórą źrebięcą lub cielęcą. Właścicielem oryginalnego instrumentu jest parafia Najświętszej Maryi Panny w Iłży.
Barabaniarze otrzymują go tylko na kilka dni przed Wielkanocą.


Zwyczaj, barabanienia ma wieloletnią tradycję, według moich badań z bębnem chodzono na długo przed II wojną światową bo do tego czasu sięgają pamięcią najstarsi mieszkańcy Iłży.
Nie udało się odnaleźć korzeni zwyczaju regionaliście i badaczowi dziejów Iłży Adamowi Bednarczykowi. Gdyby okazała się prawdziwa data na bębnie, liczyłby on prawie 400 lat.


Tradycyjnie bębnienie rozpoczyna się w Wielką Sobotę o północy przy kościele Farny w Iłży skąd grupa mężczyzn rozpoczyna obchód całego miasta. Grają po kilka minut przed wybranymi domami, przechodzą przez osiedle mieszkaniowe a potem przecinają trasę Warszawa – Rzeszów. Starają się obchodzić wszystkie ulice. Niektóre rodziny wychodzą przed domy aby ich powitać i poczęstować. Jest to forma wdzięczności za barabanienie. Około godziny 6 dochodzą do rynku starego miasta a przed sama rezurekcją grają przy wielkich drzwiach iłżeckiego kościoła. Podczas takiego obchodu robią kilka kilometrów. Dawniej barabanieniu towarzyszyły liczne psikusy np. zdejmowano gospodarzom furtki czy bramy.

Nie jest łatwo zostać członkiem grupy barabaniarzy. Obecnie z całego miasta należy do niej tylko 11 osób.
Solistą iłżeckich bębniarzy jest Marian Rachudała, który z bębnem chodzi od ponad 20 lat. Uderzanie w baraban nie należy do prostych rzeczy. Na tym instrumencie gra jednocześnie aż osiem osób a dwie pozostałe trzymają go, aby się nie przewrócił pod uderzeniami pałek. Bęben trzymają: Andrzej Domański i Jan Bauch.
Pałkami uderzają Jerzy Kitowski, Aleksander Chudzikowski, Adam Orczykowski, Grzegorz Domański, Jacek Godzisz, Dariusz Ryło i Andrzej Kępiński w rezerwie jest Artur Godzisz.
Kandydat do barabanienia musi być mieszkańcem Iłży cieszyć się poważaniem u ludzi a w życiu kierować się uczciwością.

Odgłos iłżeckiego bębna jest specyficzny. Najpierw solista nadaje rytm cienkimi pałeczkami a siedmiu pozostałych wybija mocniejszy akcent dużymi pałkami. Brzmi to mniej więcej tak: tam – tata – tam – tata – tam tata – tam – tam – tam. Następnie solista woła: Uwaga ! i wtedy zaczynają: bum, bum, bum wystukiwać rytm. Solista musi mieć duży refleks by uciec z pałeczkami przed uderzeniami pozostałych bębniarzy.

Bębnienie w Wielkanoc jak wspominają najstarsi mieszkańcy odbywało się od zawsze. Nie przeszkodziła kultywowaniu zwyczaju ani okupacja ani stan wojenny i co roku kiedy zbliża się Wielkanoc Iłża i okolica czeka na charakterystyczny odgłos barabana.

Beata Bujakowska




ZWYCZAJE WIELKANOCNE

Okres wiosenny to przede wszystkim początek nowego roku wegetacyjnego i gospodarczego. Wiele obrzędów i zwyczajów w tym czasie miało na celu wyrzucenie ze wsi wszelkiego zła, chorób, zimy a zapewnienie zdrowia i urodzaju.
Cykl obrzędów wiosennych rozpoczyna się topieniem Marzanny Smiercichy – kukły odzianej w stroje kobiece. Zwyczaj ten znany od XV wieku jest śladem dawnego obrzędu ofiarnego. Jedną z pierwszych relacji podaje pisarz i historyk z XVI w. Marcin Bielski w „Kronice polskiej”

„w białą niedzielę w poście, topili bałwana jeden ubrawszy snop konopi albo słomy w odzienie człowieka, który wszystka wieś prowadziła gdzie najbliżej było jakie jeziorko czy kałuża…”
Wyraźne ślady tego zwyczaju zachowały się w Polsce zachodniej i południowo – zachodniej. Współcześnie obrzęd ten przeżywa renesans jako zabawa dla dzieci i młodzieży w 1 dniu wiosny.
Ubrana niechlujnie kukła Marzanny wyobrażała „obcego”, wynosząc ją poza obręb wsi {teren ludzki} oddawano ją tamtemu światu, palono lub topiono. Woda i ogień nie tylko przenosiły w zaświaty, oczyszczały ją też ze zmazy tego świata. Topienie Marzanny doczekało się różnych reinterpretacji. W rzeszowskim znany jest np. zwyczaj zrzucania z wieży kościelnej kukły wyobrażającej Judasza.
Poza Marzanną znany jest też zwyczaj chodzenia z Maikiem, który wiosną po wsiach obnosiły dziewczęta. Była to gałąź sosny lub choinka przybrana we wstążki i kwiaty. Odwiedzając domy dziewczęta składały życzenia i pieśni będące jakby radosnym wstępem do nadchodzącego życia. Znów jak w przypadku Marzanny demonstrowano publicznie dar składany zaświatom. Potwierdza to ofiarny dar maika. Genezą tego obrzędu jest przyczarowanie wiosny wraz z jej wegetacją i płodnością.
Okres Świąteczny Wielkanocy rozpoczyna się też różnorodnymi praktykami zabezpieczającymi ludzi i zwierzęta domowe od chorób i czarów a pola uprawne od klęsk i zarazy. W okres ten wkraczamy przez próg Wielkiego Postu, Kwietnej Niedzieli i Wielkiego Tygodnia.

KWIETNA NIEDZIELA

Zwana też PALMOWĄ lub WIERZBOWĄ – tego dnia powszechnie w całej Polsce mieszkańcy miast i wsi przynosili do poświęcenia palmy, czyli wiązanki gałęzi wierzby z baźkami, przystrojone trzciną, barwinkiem i papierowymi kwiatami. W dwóch regionach Polski na Kurpiach i w Karpatach palmy mają długość od 2 – 4 m a nawet 6 – 8 m. Wierzba z baziami pojmowana była jako nosicielka życia, a jej dobroczynne właściwości miały się udzielić ludziom. Jeszcze większej mocy nabywała palma przez poświęcenie jej w kościele. Wtedy jeszcze skuteczniej zabezpieczała ludzi i zwierzęta od chorób i czarów. Zwyczaj ten wyśmiewa w XVI w. M. Rej
„W kwietną niedziele kto bagniątka nie połknął… Ten już dusznego zbawienia nie otrzymał…”

Największą rolę odgrywała palma w hodowli bydła. W Polsce środkowej i południowej gospodynie uderzały palmą krowy, by były tłuste i okrągłe jak bazie i dawały dużo mleka. Wnoszono palmy do obory i stajni, kropiono bydło wodą święconą. Palmy przechowywano za obrazami świętych, a krzyżyki z palm umieszczano na ścianach i szczytach domów dla ochrony przed piorunami, czarami i chorobami. Popiół ze spalonej palmy rozsypywano po polach. Warto wybrać się w Niedzielę Palmową do wsi Łyse – na Kurpiach, gdzie od lat 60-tych odbywają się konkursy na najładniejsze palmy. Jest to cudownie barwna uroczystość kościelna wraz z procesją. Warto też pamiętać, że tradycyjna polska palma to bazie wierzbowe, borówki, barwinek i bibułkowe kwiaty. Przyjął się bowiem zwyczaj kupowania na targach gotowych palm zrobionych z barwionych traw i ziół spiralnie ułożonych, które robione są na wzór palm wileńskich. Palmy te przybyły na teren Polski wraz z repatriantkami ze wschodu po II wojnie światowej. Wzory tych palm powielała Cepelia i wraz z nią rozpowszechniły się na terenie całej Polski.

PISANKI

Najstarsza polska pisanka pochodzi z X w. i znaleziona została podczas wykopalisk archeologicznych w Opolu, a wykonana została techniką batikową. Wytwarzanie pisanek było i jest domeną kobiet. Odbywało się ono podczas Wielkiego Tygodnia. Synkretyzm religijności ludowej łączy elementy zabiegów magicznych z wiarą w cudowną moc poświęconych przedmiotów. Pisanka miała pozostawać nie zepsuta przez cały rok. Wierzono w znaczenie jaja jako symbolu życia. Wkładano jaja pod próg stajni, zakopywano w polu.
W czasie uczt na cmentarzach prawosławnych przetaczano je po grobach. Wiosną bowiem przypadało nasilenie rytuałów będących obrzędami zaduszkowymi. Pisanki wykonywano też jako dar dla ofiarowania najbliższym. Panny darowywały je kawalerom, kobiety dzieciom, chrześniakom. W okolicach Radomia zdarzało się, że dziewczyna dawała swemu chłopcu kilkadziesiąt, a nawet 2 kopy czyli 120 pisanek. Wyłączność na ich wykonywanie miały kobiety ale jeżeli któraś była „nieczysta” nie powinna też malować jajek. Jeżeli do izby, gdzie kobiety malowały jaja wszedł mężczyzna, trzeba było odczynić uroki spluwające – rzucając szczyptę soli lub wypowiadając zaklęcie,
„Sól tobie w oczach , kamień w zębach. Jak ta ziemia woskowi nie szkodzi, tak twoje oczy niech nie szkodzą pisankom„

Polskie pisanki zdobiono najczęściej geometrycznym ornamentem i roślinnym. Jaja były malowane w jabłuszka, topolki, sosenki, dzwoneczki, drabinki, jodełki itp.
Znane jest kilka technik zdobienia pisanek:

BATIKOWA – wsch. Polska – na czyste jajo nakłada się roztopiony wosk za pomocą lejka, szpilki czy gwoździa i rysuje wzory a następnie wkłada do roztworu farby zrobionej z naturalnych barwników: kory dębu z opiłkami żelaza, pędów młodego zboża, łupiny cebuli.
WYTRAWIANIA – pół. – wsch. Polska – pokryte woskowym wzorem jajko zanurza się w kwasie z np. soku z kiszonej kapusty. Pozostaje zabarwiony ornament na skorupce w naturalnym kolorze.
OKLEJANIE – region kurpiowski – białe wydmuszki okleja się rdzeniem sitowia i kolorowa wełną. W łowickim i lubelskim na jajko naklejają wycinanki z kolorowego papieru. Tak przystrojone jajka wiesza się na pająkach.
WYSKROBYWANIE – środkowa Polska, Śląsk opolski – za pomocą ostrego narzędzia, noża lub brzytwy wyskrobuje się wzór na zafarbowanym wcześniej jajku.

W obrzędowości Wielkiego Tygodnia i Wielkanocy odnajdujemy wiele zakazów świadczących o przekonaniu, że w zagrodzie i domu przebywają dusze zmarłych. Wystrzegano się więc hałasów, tłuczenia w stępie, młócenia, mielenia rąbania, tkania, przędzenia, szycia – szczególnie od Wielkiego Czwartku do Wielkiej Soboty. Był to czas rozpamiętywania Męki Pańskiej. Ludność miast i wsi tłumnie brała udział w obrzędach liturgicznych Wielkiego Tygodnia a w Wielki Piątek udawali się do wody – odmawiali modlitwy do ran Chrystusa, celem pozbycia się chorób skórnych, zapewnienia sobie urody. W Wielką Sobotę święcono ognie i potrawy i jest to ostatni ślad wiosennego kultu zmarłych.

Święcone – jest ważnym elementem Wielkanocnych Świąt. Złożone z kiełbasy i szynki, chleba, sera, masła, jaj czasem chrzanu znoszono do kościoła do święcenia. Spożywano je w niedzielę po złożeniu sobie życzeń. Resztki zanoszono bydłu lub kurom, zakopywano w polu. O. Kolberg pisał:
„Święcone to składa się z dużego bochenka chleba pieczonego w domu, z kilku jaj obłupanych, z chrzanu zbitego w gałkę, z kawałka mięsa, kiełbasy serka i masła zrobionego w Wielką Sobotę rano…”

Chleb pieczony przez gospodynie w Wielką Sobotę nazywał się Pascha – pieczony z żytniej i razowej mąki, przyozdobiony był krzyżem. Od tego jak się upiekł, czy nie był spalony lub popękany wróżono zdrowie dla całej rodziny.
Niedzielę spędzano w domu, wstrzymując się od pracy. Spożywano święcone, pilnując by skorupki zakopać w polu lub dać kurom żeby dużo jaj nosiły cały rok.
Drugi dzień świąt to Śmigus – dyngus czyli zwyczaj oblewania wodą, powszechny w całej Polsce południowej i środkowej oraz chłostania gałązkami wierzbowymi w Polsce północno – wschodniej i południowo – zachodniej, gdzie nie znano polewania wodą. Oba te obrzędy oblewania i polewania są niewątpliwe bardzo stare i rodzime mimo, że nazwa jest obca. Śmiganie – uderzanie oznacza przekazywanie osobie uderzanej siły witalnej tkwiącej w żywym drzewnie. Dyngus – to wykupienie, otrzymanie okupu. Stąd chodzenie po dyngusie, to składanie życzeń gospodarzom, w zamian Dziady Śmiguśne (grupy przebierańców chodzących z życzeniami) dostawali żywność i pieniądze. Polewanie to zrytualizowana magiczna praktyka wykonywana pierwotnie na wiosnę w celu zapewnienia polom odpowiedniej ilości opadów. Składając życzenia wypowiadano wierszyki:
„przyszedłem po dyngusie, leży placek na obrusie mama kraje, tata kraje. Proszę o malowane jaje…”
„Dyngus, dyngus po dwa jaja, nie chce chleba tylko jaja”

W czasie Świąt Wielkanocnych dominuje w obrzędowej symbolice – jajo. Wyobraża ono życie. Cała magia dobrego początku sięga po ten właśnie znak. Opisane zwyczaje wskazują, że podczas Wielkanocy następuje obrzędowa kulminacja.kończy się czas chaosu zaczyna nowe życie.